
Chiny nie godzą się na śledztwo
Minęły już dwa lata od krwawego protestu w Lhasie – stolicy Tybetu. Wtedy to pokojowa demonstracja przerodziła się w krwawą jatkę. Przedstawiciele organizacji Human Rights Watch prowadza swoje prywatne śledztwo i nie mają wątpliwości – policjanci zabijali świadomie.
Dwa lata po masakrze w Lhasie (według Chin zginęły 22 osoby, według Tybetańskich źródeł ponad 200) światowe organizacje humanitarne wciąż nie dają za wygraną. Nie tak dawno ONZ zaapelował do Chin o umożliwienie przeprowadzenie śledztwa międzynarodowym inspektorom. Pekin nie wyraził na to zgody tłumacząc, że sprawa jest zamknięta i że wina leży po stronie agresywnych Tybetańczyków, który atakowali stróżów prawa. Ci strzelali w obronie własnej. Wedle niezależnych źródeł zbliżonych do tybetańskich, sam protest miał formę pokojową. Nie było agresji do czasu, kiedy policja nie zaczęła strzelać do tłumu maszerujących Tybetańczyków.
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.


