This entry was posted on środa, lipiec 30th, 2008 at 15:06 and is filed under Chiny, Olimpiada, Tybet. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Dlaczego świat nie umrze za Tybet
Gdyby UE zamknęła granice przed towarami z Chin, ubrania, buty, zabawki i elektronika podrożałyby co najmniej o 30 proc. To dlatego ani Polska, ani żadne inne państwo nie zbojkotują olimpiady w Pekinie
Gdy siedem lat temu MKOl przyznawał Chinom prawo do organizacji olimpiady, władze ChRL zobowiązały się, że będą lepiej przestrzegać praw człowieka. Tak się nie stało. Opozycjoniści nadal zamykani są w więzieniach, wykonywane są masowe egzekucje, obowiązuje cenzura, a bunt Tybetańczyków domagających się większej autonomii został krwawo stłumiony. Żadne z zachodnich państw nie zdobyło się jednak na zerwanie z tego powodu stosunków z ChRL ani na wprowadzenie sankcji gospodarczych. Niektórzy przywódcy państw zapomnieli już o swoich deklaracjach, że 8 sierpnia nie pojawią się na otwarciu olimpiady w Pekinie. Z bojkotu rezygnuje prezydent Francji, prezydent USA nigdy go nawet nie rozważał (do Pekinu nie pojedzie za to nasz premier Donald Tusk).
Dlaczego? Odpowiedź brzmi: gospodarka. Co godzinę UE kupuje w Chinach towar za 20 mln euro. Polska rocznie wydaje tam 800 mln dol - informuje Radosław Pyffel, koordynator Azjatyckiego Centrum Biznesu, autor książki “Chiny w roku olimpiady”. Jane Filipp Beja, francuski ekonomista z instytutu Ceri, obliczył, że gdyby UE zamknęła się na chińskie produkty, to mieszkańcy Europy każdego miesiąca wydawaliby na życie o 40-50 proc. więcej niż dotychczas. Masowo kupowane tanie skarpetki, ubrania, buty, zabawki, plecaki, laptopy, telewizory podrożałyby minimum trzykrotnie.
- Dlatego bojkot gospodarczy Chin nie wchodzi w grę. Gdyby Polska, w imię obrony Tybetańczyków i praw człowieka zdecydowała się na zamknięcie wymiany handlowej z Chinami, pewnie szybko doszłoby do narodowego buntu. Podobnie stałoby się w każdym innym unijnym kraju - uważa prof. Edward Haliżak, szef Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Światowa Organizacja Handlu prognozuje, że w 2008 r. udział Chin w światowym handlu wyniesie ok. 10 proc. - Chiny osiągają ten wynik, produkując rzeczy potrzebne w codziennym życiu przeciętnemu mieszkańcowi Europy i USA - mówi Radosław Pyffel.
- Największe światowe koncerny, takie jak Sony, Panasonic, Sharp, swoje fabryki mają właśnie w Państwie Środka. Ze względu na niskie koszty pracy produkcję do Chin przeniosło też sporo polskich firm, m.in. LPP (właściciel słynnej marki Reserved), Gino Rossi, Witchen czy Diverse - wymienia Marcin Wielondek, sinolog. - Wystarczy uważnie poczytać ulotki dołączone do sprzętu elektronicznego, garnków czy zabawek.
- Świat nie chce umierać za Tybet. Woli sprzedać wartości w zamian za pełny żołądek - ubolewa Adam Kozieł z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jednak prof. Haliżak uważa, że biznes Zachodu z Chinami może też przynieść pozytywne efekty w dziedzinie przestrzegania praw człowieka. - Od zachodnich menedżerów, których w Pekinie czy Shanghaju jest coraz więcej, Chińczycy powoli zaczną przejmować standardy poszanowania pracownika i wolności słowa. ChRL będzie się zmieniać, ale powoli.
Źródło: Metro
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.


