Opublikowano: czwartek, sierpień 7th, 2008 at 10:42 w kategorii Free Tibet, Inni piszą, Wolny Tybet. Obserwuj komentarze za pomocą kanału RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Przedolimpijskie protesty
Dwie grupki zachodnich obrońców praw człowieka zakłóciły wczoraj w Pekinie wielką fetę, jaką było powitanie sztafety ze zniczem olimpijskim
Jeden świat, jedno marzenie: Wolny Tybet” oraz “Tybet będzie wolny” – takie plakaty przez godzinę wisiały wczoraj rano przed olimpijskim stadionem lekkoatletycznym, dopóki nie zerwali ich policjanci. Było to złośliwie przekręcone hasło olimpiady – “Jeden świat, jedno marzenie” – wyglądającego z każdego zakątku Pekinu.
Władze ogłosiły, że dwóch Brytyjczyków i dwóch Amerykanów z nowojorskiej organizacji Studenci dla Wolnego Tybetu, którzy rozpostarli plakaty na słupie, zostanie deportowanych z Chin. Ale – jak zapewnia policja – nie zostali aresztowani.
Po południu druga grupka protestujących pojawiła się na placu Bramy Niebiańskiego Spokoju, gdzie w 1989 r. wojsko brutalnie stłumiło protest studentów. Trójka Amerykanów rozpostarła transparent “Chrystus jest królem”, złożyła na ziemi róże na cześć zabitych studentów i zaczęła się modlić. Jak wyjaśniali potem, protestowali również przeciw przymusowym aborcjom w Chinach, gdzie mieszkańcy miast mogą mieć tylko jedno dziecko.
Tajniacy najpierw zasłonili transparent parasolami, a potem wypchnęli chrześcijan z placu i przez godzinę oglądali ich paszporty. W tym przypadku deportacji nie będzie.
- Sprzeciwiamy się upolitycznianiu igrzysk – mówił rzecznik komitetu organizacyjnego olimpiady Sun Weide. – Obcokrajowcy, jeśli chcą demonstrować, powinni przestrzegać chińskiego prawa.
Władze wyznaczyły w Pekinie trzy parki, w których można protestować po uzyskaniu zgody władz. Jednak parkowi porządkowi mówili mi, że nikt ich o możliwych protestach oficjalnie nie poinformował, a o sprawie przeczytali w gazetach.
Chińskie media oględnie informowały o protestach obcokrajowców, koncentrując się na zniczu olimpijskim, który wędrował wczoraj ulicami Pekinu. Czekały na niego tysiące ludzi wymachujących narodowymi flagami, wspinających się na rowery, okoliczne drzewa i przyniesione ze sobą krzesełka, żeby choć przez chwilę obejrzeć olimpijski ogień.
Chińczycy, od lat karmieni rządową propagandą, bardzo niechętnie patrzą na zachodnich obrońców Tybetu. Szczególnie od marca, kiedy bunt Tybetańczyków został brutalnie stłumiony przez chińskich żołnierzy, co powszechnie potępiono na Zachodzie. Dwoje studentów, których kilka dnie temu poznałem w Pekinie, pouczyło mnie, że przywódca Tybetańczyków Dalajlama jest przyjacielem Osamy ben Ladena.
Sprawa Tybetu zaciążyła na postawie Chińczyków wobec wszystkich obcokrajowców. Niby witają nas uśmiechami, ale w rzeczywistości przeważa nieufność. Wczoraj np. zagadnąłem jedną z tysięcy pekińskich wolontariuszek – starszą panią, która robiąc na drutach, czekała na sztafetę olimpijską. Zanim zdążyła odpowiedzieć, jej koleżanka, również emerytka, rzuciła z tyłu: – Nie rozmawiaj z obcokrajowcem! Niech zgłosi się do naszego kierownika!
Źródło: Gazeta Wyborcza
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.


