Ręce Precz od Tybetu

Pokażmy Światu co się dzieje w Tybecie!

Rozmowa z Melindą Liu


Rozmowa z Melindą Liu korespondentem „Newsweeka” w Pekinie

Maria Kruczkowska: Co może się wydarzyć w czasie reportażu w Chinach?

Melinda Liu: Różne niezrozumiałe przygody. Jak ta, która przydarzyła się reporterom ze Skandynawii, którzy pojechali za wędrownym robotnikiem do jego rodzinnej wsi w prowincji Henan. Tam w trakcie wywiadu weszli urzędnicy z policją. Zaczęli krzyczeć, że dziennikarze nie mają prawa tam być, że mają podpisać przyznanie się do winy. Reporterów wypuszczono i odesłano do Pekinu, sprawa się nie wyjaśniła.

Klub Korespondentów Zagranicznych w Pekinie wie o 180 przypadkach w 2007 r. utrudniania dziennikarzom wykonywania ich pracy. W tym roku tylko w drugiej połowie marca [po protestach w Tybecie] było ich 50.

Co grozi dziennikarzowi po zatrzymaniu?

- Przesłuchanie, przeszukanie, czasem trzeba skasować zdjęcia. Naprawdę zagrożeni są Chińczycy – źródła informacji oraz ci, których zatrudniają zachodnie media, czyli asystenci i tłumacze. Są narażeni na naciski, prosi się ich, by nie kompromitowali własnego kraju. Grożą im kary, nie wiemy do dziś, co się z niektórymi z nich stało.
Do Pekinu na olimpiadę przyjedzie w sierpniu 25 tys. dziennikarzy. Co ich czeka?

- Organizatorzy są nastawieni na sprawozdawców sportowych i zrobią wszystko, by ułatwić im życie. Ale z natury ich pracy wynika, że raczej nie ruszą się poza obiekty olimpijskie i wioskę.

I jest cała reszta, która przyjedzie do Pekinu bez akredytacji, z wizą dziennikarską, czasami turystyczną. Nie będzie im łatwo, choć nie wykluczam, że jednak coś im się uda. Szczególne problemy mogą mieć poza Pekinem, bo lokalne władze nie przejmują się przepisami olimpijskimi albo udają, że o nich nie słyszały.

Jest pani od ponad 20 lat w Chinach. Co się zmieniło?

- Sami ludzie. Chińczycy odwrócili się od swej przeszłości i są nastawieni na zmiany. Tylko że w jednych dziedzinach zmiany są szybsze, w innych wolniejsze.

Dam przykład. W latach 80. nawet na osobności bali się rozmawiać z zagranicznym dziennikarzem, a nawet z obcokrajowcem. Teraz już się nie boją.

Myślę, że w Chinach trwa ten sam proces co w latach 80. na Tajwanie i w Południowej Korei. Kiedy ludziom pozwala się decydować, jak zarabiać i jak wydawać pieniądze, czy kupować mieszkanie albo samochód, czy nie, to z czasem będą chcieli podejmować inne decyzje, polityczne. To naturalny postęp. Korea i Tajwan były represyjnymi reżimami, dziś są demokratycznymi państwami.

Źródło: Gazeta Wyborcza



Tagi: , , , , , , , ,

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.