
Sarkozy jedzie do Pekinu
Prezydent Francji Nicolas Sarkozy potwierdził wczoraj, że przyjedzie 8 sierpnia na otwarcie igrzysk w Pekinie, a Chińczycy ogłosili, że nie będą opóźniać transmisji olimpiady.
Sarkozy był pierwszym zachodnim przywódcą, który groził Chinom, że nie przyjedzie na ceremonię otwarcia igrzysk z powodu Tybetu. Bojkot byłby policzkiem dla komunistycznych przywódców, którzy w Pekinie zamierzają pokazać potęgę i miejsce Państwa Środka w świecie.
Wczoraj jednak Sarkozy oznajmił na szczycie grupy G8 – najbogatszych państw świata – że zmienił zdanie. W oficjalnym potwierdzeniu przez kancelarię prezydenta Francji zaproszenia chińskich władz nie występują słowa Tybet, prawa człowieka czy Dalajlama. Jest za to mowa o „olimpijskich wartościach pokoju, przyjaźni i braterstwa”, życzenia „sukcesu igrzyskom w Pekinie” i woli „pogłębienia strategicznego partnerstwa z Chinami”.
Obrońcy praw człowieka są oburzeni. „Jadąc do Pekinu, Sarkozy zdradził samego siebie i chińskich dysydentów” – napisali Reporterzy bez Granic.
Od marca, gdy w okupowanym od 1950 r. Tybecie doszło do antychińskich protestów, twardo stłumionych przez władze, Pekin znalazł się pod międzynarodową presją. Sarkozy naciskał wtedy na dialog Chin z duchowym przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą, a swój przyjazd do Pekinu uzależniał od postępu w rozmowach. Mówił też, że może spotka się z Dalajlamą, który przyjedzie w końcu sierpnia do Paryża.
Chińczycy, którzy czują, że Sarkozy mięknie, próbują jednak go od tego odwieść. W Paryżu chiński ambasador ostrzegł, że francuski prezydent za spotkanie z duchowym przywódcą Tybetańczyków zapłaci „poważnymi konsekwencjami”.
„Le Figaro” twierdzi, że chodzi o zakup przez Chiny stu produkowanych we Francji airbusów. Prasa chińska przypomina zaś, że na początku roku podczas pobytu w Państwie Środka Sarkozy podpisał kontrakty warte 30 mld dol.
Władze w Pekinie też się łamią. Telewizja chińska CCTV, która będzie przygotowywać transmisję igrzysk dla całego świata, zapewniła, że nie będzie opóźniać o kilkanaście sekund nadawania sygnału ze stadionów, co wcześniej sugerowała. Miało to dać realizatorom transmisji czas na pominięcie np. protybetańskich akcji widzów na trybunach.
Władze zgodziły się też na robienie przez media materiałów z placu Tiananmen, gdzie w 1989 r. wojsko zmasakrowało studentów domagających się demokratyzacji kraju.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Tagi: 1950, 8 sierpnia, CCTV, Dalajlama, Le Figaro, Nicolas Sarkozy, Olimpiady, Prezydent Francji, Tiananmen, Tybetu
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.


