
Zakazane zdjęcie
Zakazane zdjęcie z masakry na placu Tiananmen opublikowała jedna z pekińskich gazet. Władze natychmiast kazały wykupić nakład z kiosków
Na zdjęciu umieszczonym na stronie 15 piątkowych „Wiadomości Pekińskich” widać wywożenie rikszami rannych w białych koszulach zaplamionych krwią. Podpis zawiera tylko słowo: „Ranni”, ale każdy w Pekinie wie, o co chodzi. To zdjęcie sprzed prawie 20 lat wykonane tuż po masakrze na placu Bramy Niebiańskiego Spokoju jest na świecie prawie tak znane, jak fotografia człowieka zatrzymującego czołgi.
„Wiadomości Pekińskie” to jedna z lokalnych gazet, a zdjęcie umieściła w cyklu „30 lat przemian” w retrospekcji twórczości Liu Xiangchenga, fotografa AP i „Time’a”. Liu należy do czołówki światowego fotoreportażu, dostał Pulitzera za zdjęcia z puczu moskiewskiego.
Uwagę cenzorów mogło uśpić to, że zdjęcie umieszczono wśród trzech innych tego samego fotografa. Widać na nich młodego Chińczyka na rolkach przy pomniku Mao, młodych ludzi w okularach słonecznych i parę zakochanych.
W piątek rano cenzorzy szybko zauważyli pomyłkę i wysłali ludzi do kiosków, by wykupili nakład. Jak donosiły media, w Hongkongu nie wszędzie się to udało i gdzieniegdzie gazetę można było kupić.
Sprawa jest bardzo poważna, bo od 20 lat wszystko, co dotyczy Tiananmen, jest w Chinach tabu. Wszystko, co w Chinach idzie do druku, podlega instrukcjom partyjnego wydziału propagandy, który nadzoruje media. Zasadniczo zakazane są trzy tematy na T – Tajwan, Tiananmen i Tybet – i jeden na F – Falun Gong. Na wszelki wypadek wydział ma ludzi w redakcjach, którzy czytają gotowe wydania, by wyłapać „błędy polityczne”.
Prawdopodobnie nie tylko cenzor, który „zaspał”, straci pracę, ale i redaktorzy prowadzący i naczelni. W piątek gazeta odmawiała komentarzy, milczały także władze. W piątek artykuł i zdjęcia znikły ze strony internetowej pekińskiego dziennika. Amerykański znawca chińskich mediów David Bandurski spodziewa się, że z karą władze zaczekają na koniec olimpiady, która zaczyna się 8 sierpnia.
„Wiadomości Pekińskie” powstały w 2003 r. jako wspólne przedsięwzięcie dwóch gazet z Kantonu, gdzie media są bardziej liberalne niż w Pekinie. W 2005 r., po serii artykułów o korupcji, doszło do odwołania naczelnego redaktora gazety Yang Bina i redakcja podjęła wtedy jednodniowy strajk w jego obronie.
Sprawy nie komentuje fotograf, który wrócił kilka lat temu do Chin i mieszka dziś w Pekinie.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.


